Autor / Wiadomość

Matt Morti z klanu Toreador

BLACKSouL
Zabójca Kwadratowych Rzodkiewek



Dołączył: 11 Cze 2006
Posty: 91
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Śro 18:44, 26 Lip 2006     Temat postu: Matt Morti z klanu Toreador


Pierwsza (i mam nadzieję ostatnia) postać do Wampira. Bleh...

Matt Morti z klanu Tremere, historia.
Urodziłem się w przeciętnej, mieszczańskiej rodzinie na obrzeżach Nowego Jorku. Mój ojciec był kierowcą działu ciężarówek w pewnej firmie transportowej. Ciężka praca, miał mało czasu dla mnie i dla matki, która nie pracowała, zajmowała się moim wychowaniem. Niewielka ilość czasu spędzanego z ojcem spowodowała powstanie uczucia niechęci do niego, natomiast z matką byłem bardzo zżyty. Moja rodzina nie miała żadnego wyznania religijnego i tak jak rodzice, byłem ateistą.

Zamiast pójść do zwykłej szkoły, rodzice wysłali mnie do szkoły muzycznej, bym uczył się grać na gitarze. Wychodziło mi to całkiem dobrze, miałem zręczne palce, ale brakowało mi słuchu absolutnego. Czułem pociąg do muzyki, to było coś stworzonego dla mnie. Gry komputerowe, kino, telewizja, a w późniejszych latach narkotyki nie były mi w stanie zastąpić tego, co czuję gdy wydobywam dźwięk ze strun. Gra wprowadzała mnie w swojego rodzaju trans, przy każdym akordzie moje mięśnie się rozluźniały, a ja odczuwałem coraz większą ulgę.

Byłem grzecznym dzieckiem, zawsze słuchałem się rodziców. To zmieniło się wraz ze szkołą. O ile w szkole muzycznej nosiłem mundurek, zawsze towarzyszyła mi muzyka klasyczna i schludne uczesanie, to po zmianie szkoły moje upodobania, wygląd i zachowanie się odmieniło, prawdopodobnie pod wpływem rówieśników. Zacząłem nosić koszulki zespołów, głównie rockowych, ćwieki, kolce, skórzane ozdoby. Zawsze towarzyszył mi discman z kilkoma płytami dobrych kapel. Włosy zapuściłem do ramion. Miałem własne zdanie, które nie zawsze zgadzało się z rodzicami, po czym dochodziło do sprzeczek.

Nie uprawiałem żadnych sportów, byłem chorowitym i wątłym dzieckiem. Koncentrowałem się wokół grania na gitarze i spotkań z kumplami w rozmaitych melinach, gdzie piliśmy po kryjomu piwo. Wzbraniałem się przed zażywaniem narkotyków, a palenie papierosów mnie brzydziło. Czy się wtedy buntowałem? Sam nie wiem. Nie uważałem się za buntownika, po prostu próbowałem tych rzeczy, które zakazywali mi rodzice. Łamałem ustanowione przez nich bariery.

W szkole, pod wpływem kolegów z rockowej subkultury, stałem się satanistą. Okultyzm był pociągającym doświadczeniem. Zacząłem się wtedy interesować wszystkimi rytuałami, magią i zjawiskami paranormalnymi. Wraz z basistą, Mick’iem i perkusistą Jack’iem, założyliśmy zespół szkolny. Graliśmy na wszelkich możliwych okazjach – zakończeniach i rozpoczęciach roku, a także na festynach sportowych. Gdy kończyliśmy szkołę, jeden z naszych „koncertów” został przerwany przez dyrektorkę, pod zarzutem grania zbyt agresywnej i wulgarnej muzyki. Na szczęście, ten występ był tydzień przed zakończeniem ostatniego roku szkolnego. Kto wie, co by się działo, gdybyśmy zaczęli grać to, co czuliśmy w pierwszym semestrze...

Ukończyłem naukę. Mick kontynuował ją dalej, a Jack, który powoli popadał w uzależnienie od heroiny, również przestał się uczyć. Wraz z perkusistą zacząłem opracowywać wstępne kawałki do naszego zespołu. Pamiętam, że nie były wtedy jeszcze tak dobre. Nad każdym kawałkiem siedzieliśmy od rana do nocy, co chwilę wprowadzając w niego zmiany. Była to praca bez żadnego celu, robiliśmy to dla zabawy. Dopiero, gdy poznałem nowego basistę, Dave’a, na jednym z koncertów, praca naszego zespołu nabrała szerszych perspektyw. Wynajęliśmy studio, nagraliśmy pierwsze demo. Wysłaliśmy je do wytwórni płyt, która je zaakceptowała. Nie mogłem w to uwierzyć. Był to dla mnie szok. Wtedy zacząłem marzyć o wielkiej karierze i takiej samej popularności jak Elvis, The Beattles...

Moje życie się bardzo zmieniło. Podróżowałem od miasta do miasta, od państwa do państwa, grając na koncertach. Żyłem w pośpiechu, który zaczął stawać się opłacalny. Zarabiałem duże pieniądze, byłem popularny, a moje kawałki znajdowały się nieraz na pierwszych miejscach list przebojów. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nigdy nie zaznałem miłości, ani niczego większego od strony kobiet. Często gdy piłem, przypominałem sobie o tym, pogrążając się w coraz większym smutku. Mimo że miałem wszystko, czułem się jak wyrzutek...

Wtedy zauważyłem coś dziwnego. Ktoś mnie obserwował. Na każdym koncercie, w środku falującego, przepychającego się tłumu stała postać. Wysoki mężczyzna ubrany w czarny płaszcz. Miał długie, falowane włosy. Jego lodowe spojrzenie dręczyło mnie w koszmarach. Zawsze gdy go zauważałem, nagle znikał. Bałem się tej osoby. Myślałem wtedy, że to jakiś psychicznie chory fan, którego obsesją jestem ja. Jego obecność mnie drażniła, ale muzyka przynosiła ulgę nawet w najcięższych chwilach.

Jack zginął. Przedawkował heroinę, z którą miał problemy od ponad siedmiu lat. Zespół się rozpadł. Chciałem rozpocząć karierę solową, ale nie miałem sił. Jack był moim przyjacielem, gdy on umarł, jakaś część mnie też obumarła. Nocy, której się o tym dowiedziałem, poszedłem do starego apartamentu, gdzie piliśmy za młodu. Wtedy on tam był. Mężczyzna z koncertów.

Powiedział coś do mnie, a następnie błyskawicznie się zbliżył. Chwycił mnie ręką za szyję, po czym zbliżył swoją głowę. Zauważyłem, jak jego kły się powiększają. Zatopił je w mojej szyi. Rozdarł mnie przeraźliwy ból. Nie wiedziałem co się dzieje. Myślałem, że umarłem, a on jest diabłem, który po mnie przyszedł. Zamroczyło mnie, moje oczy przestały widzieć. Nie miałem siły by oddychać, nawet by czuć dalej ból. Poczułem kroplę krwi na swoich ustach, która należała do mężczyzny. Ból przerodził się w perwersyjną przyjemność. Zacząłem lizać jego nadgarstek, a po chwili zatopiłem kły, sącząc krew...

Mężczyzna nazywał się Michael. Z tego co się dowiedziałem, był wampirem z klanu Toreadorów. Powiedział mi, że również stałem się krwiopijcą, jak on. Opowiedział mi o wszystkich zaletach i wadach bycia przeklętym. Dowiedziałem się wiele o społeczności, do której wstąpiłem. Mój ojciec, Michael uczył mnie i ćwiczył. Pierwsze, czego musiałem się nauczyć, było opanowaniem głodu. Udawało mi się to bardzo dobrze. Po pierwszej lekcji spytałem się, dlaczego mnie stworzył. Powiedział mi, że mam talent artystyczny, a zadaniem jego klanu jest chronienie geniuszu przed śmiercią. Teraz nie wiem, czy byłbym szczęśliwszy jako człowiek, czy jako wampir...

Ostatecznie, zostałem wypuszczony spod opieki ojca na świat, który teraz wydawał się inny. Był bardziej mroczny, pozbawiony perspektyw, ludzi, życia... Michael miał bardzo dobre stosunki z księciem, któremu zostałem przedstawiony i zaakceptowany z wielką uprzejmością, chociaż nie wiem czy była ona na pokaz, by nie urazić mojego ojca. Książe wyrecytował mi sześć Tradycji wampirów, których miałem od tej chwili przestrzegać. Reszta społeczeństwa, które poznałem, obchodziła się ze mną ostrożnie i ciekawsko. Po pięćdziesięciu latach bycia wampirem niewiele się zmieniło od tamtej chwili.

Moim schronieniem stał się luksusowy apartament, który otrzymałem od Michaela. Dawałem w nim prywatne lekcje gry na gitarze, a dzieci, które na nie przychodziły padały ofiarą mojego głodu. Z czasem musiałem przestać uczyć, a moimi ofiarami stali się bogaci ludzie, hedoniści, zazwyczaj zboczeni lub zdeprawowani.

To wszystko jest według mnie niczym. Do niczego nie prowadzi. Kiedyś miałem zespół, byłem gwiazdą, żyłem dla ludzi tworząc muzykę. Teraz żyję tylko dla zaspokojenia swojego głodu. Moim pragnieniem jest powrót do normalnego życia i mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi poprzez moc Golcond...

Wygląd:
Matt jest wysokim, szczupłym mężczyzną. Tak jak każdy wampir, ma bladą cerę. Matt umarł w wieku 22 lat, dlatego z wyglądu jest niezwykle młody i przystojny. Ma długie do ramion, ciemne włosy. Niezwykle białe zęby, uroczy uśmiech i atrakcyjne rysy twarzy tworzą z niego idealnego podrywacza. Ubiera się zgodnie z najnowszymi trendami mody, zazwyczaj nosi się w kolorach fioletowych, czarnych i czerwonych. Na pamiątkę starego życia na szyi nosi rozmaite, okultystyczne amulety jak pentagramy, gwiazdy Dawida, wahadełka, itp.

Cechy osobowości:
Matt jest osobą gadatliwą i cwaniacką. Zrobi wszystko, by zwrócić na siebie uwagę, choć można zauważyć w nim jakiś smutek pozostały po przeistoczeniu. By zachować kontakt ze światem ludzkim, Matt gra na gitarze, daje dalej występy w nocnych klubach, a czasami udziela prywatnych lekcji. Tworzy też sam rozmaite partie gitarowe do różnych piosenek. To go zaspokaja, dzięki temu czuje się lepiej. Mężczyzna zachowuje się ostrożnie w przypadku przełożonych i osób wyżej stojących w hierarchii od niego. Ponad wszystko ceni piękno muzyki, gdy ją usłyszy, wsłuchuje się w nią, nie zwracając uwagi na resztę świata.
Zobacz profil autora
CoB
Panna Migotka



Dołączył: 19 Mar 2006
Posty: 359
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: spod bramy

PostWysłany: Śro 20:30, 26 Lip 2006     Temat postu:


Postać urzekła mnie miłością do muzyki... Ale zacznę od początku:

BlackSouL napisał:
Matt Morti z klanu Tremere


Chyba pomyliłeś klany Razz On należy do pedalskich Toreadorów, a nie Mystycznych Tremere Mad

Historia - ciekawa, chociaż za bardzo przypomina mi wampira Lestata. To nie twoja wina, bo pewnie nie czytałeś tego hmmm... czegoś, ale muzycy za często występują i ten motyw... Chociaż w klanie Toreadorów wszystko takie schematyczne... Laughing Mimo wszystko historia mi się podoba, bo jest taka... normalna Smile Przynajmniej do momentu zdobycia sławy. Dodatkowo po przeistoczeniu winno być więcej zdarzeń i właściwie więcej przemyśleń bohatera, bo to jakby powtórne narodziny...

Wygląd - nie mam nic do zarzucenia, oprócz tego, że nie wiem gdzie nosi te ozdoby itepe, ale to szczegół Cool

Cechy osobowości - za mało! Jakby był z Brujah to bym zrozumiał, ale jak na Toreadora, artystę, dużooo brakuje... Za ogólnikowo.

Ocena: 3 - mocna i niezachwiana. Dlaczego? Po pierwsze postać jest dobrze napisana, więc dopuszcza ją to do trójki. A dlaczego nie wyżej? Napisałem wyżej Laughing Poza tym za przekręcenie Tremere z Toreadorami... Argh!
Zobacz profil autora
BLACKSouL
Zabójca Kwadratowych Rzodkiewek



Dołączył: 11 Cze 2006
Posty: 91
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Czw 10:09, 27 Lip 2006     Temat postu:


Wiem, że pomyliłem klany, ale to przez przypadek, bo najpierw chciałem grać Tremere, ale gdy zrobiłem postać, pomyslałem że lepiej pasuje do Toreadorów i zapomniałem zmienić nazwy na początku Sad. Wybacz :*. Podobieństwo do wampira Lestata nie jest przypadkowe, czytałem i oglądałem "Królową Potępionych" Smile. Postaram się dopisać coś po przeistoczeniu (jutro będzie moja pierwsza sesja Wampira!). Cechy osobowości, hmm, a co byś radził dopisać? Jestem newbie w Wampirze, a zawsze stawiam na jakość, nie ilość Smile.
Zobacz profil autora
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)


 


Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach